sobota, 22 czerwca 2013

Doctor (MidoKise fanfiction)


„Gimnazjum Teiko zdobywa kolejne punkty! Wspaniale sobie radzą przeciwnikiem…!”
                Pisk butów, okrzyki widowni…
„Piłka trafia do Shintarou Midorimy! Przymierza się do swojego słynnego rzutu…!”
                I cisza.

                Mokro. I gorąco… I zimno.
                Powieki były zbyt ciężkie, aby je unieść. Szum wody… Gdzie ja jestem?
               Z trudem otworzyłem oczy, wszystko było rozmazane. Zamrugałem nimi kilka razy, lecz to nie przywróciło ostrości obrazu. Okulary… gdzie moje okulary?
- Tego szukasz? – usłyszałem znajomy głos i poczułem, że ktoś mi niezdarnie nakłada moje okulary na nos. Poprawiłem je i znowu zamrugałem. Byłem w jakiejś… hm, łazience? Brązowe i waniliowe kafelki zdobiły ściany tego pomieszczenia, a dookoła rozchodził się znośny zapach perfum. Dopiero wtedy zorientowałem się, że nie jestem sam. Wykonałem gwałtowny ruch głową,chyba zbyt mocny gdyż bo nagle poczułem, że siły mnie opuszają. Moja głowa poleciała do tyłu i odruchowo zamknąłem oczy, spodziewając się uderzenia o kant wanny. Jednak zamiast bólu poczułem ciepłe ręce podtrzymujące moją głowę. Ponownie otworzyłem oczy i…
- KISE?!
Zamarłem. Co ja tu… Skąd on…
- Midorimacchi! – zawołał blondyn tym swoim niemalże dziewczęcym głosem. Wyglądał na bardzo zadowolonego.
- Ja ci dam Midorimacchi! – wydyszałem.
Byłem przerażony. Co do cholery robił tu Kise? A tak na marginesie, gdzie ja byłem?! Cholera go wie, ile tu siedział i co ze mną robił. Po nim wszystkiego można się spodziewać.
- Kise… Kise, co ja tutaj robię? – zapytałem po chwili, trochę się uspokajając.
- Nie pamiętasz, Midorimacchi? – zdziwił się – Byliśmy na meczu, rzucałeś i…
Zamilkł.
- I co? – zapytałem ostro.
- …Zemdlałeś. – Dokończył.
                Poczułem się beznadziejnie. Zemdlałem. I to na oczach tylu ludzi z widowni i członków obu drużyn. Dlaczego akurat wtedy? Co się do tego przyczyniło? Wysil mózgownicę, Midorima… Zawiązałem buty w prawidłowej kolejności? Może pomyliłem dni w kalendarzu? Tak w ogóle, czy trafiłem? Co jeśli spudłowałem? Akashi mnie zabije..
                - Kise… - chłopak popatrzył na mnie z zaciekawieniem – Strzeliłem tego kosza?
Cisza.
- Kise?
Nadal milczał.
            - Kise, do cholery!
- Nie powiem ci, Midorimacchi. – powiedział nagle. Na twarzy miał rumieniec, lecz w jego jasno piwnych oczach widać było determinację.
Tym razem to ja zaniemówiłem.
- Nie powiem ci – powtórzył – bo będziesz chciał trenować, a nie jesteś teraz w najlepszym stanie.
- Kise… - warknąłem przez zaciśnięte zęby i sięgnąłem do jego koszuli.  Zapłaciłem za ten ruch kolejnymi zawrotami głowy. Opadłem bezsilnie na oparcie wanny. Westchnąłem. 
Zaraz, co… Spojrzałem w dół. Woda, a pod wodą mój…
- KISEEEEE! DLACZEGO JESTEM NAGI?!
- Midorimacchi! – zawołał bliski płaczu Kise – Przepraszam! Przepraszaam! Ale ale ale… Byłeś nieprzytomny… I pomyślałem, że będzie ci potrzebna opieka… No i zaniosłem cię do siebie… Bo zapomniałem, gdzie mieszkasz i gdzie masz klucze od domu… I przeczytałem, że gorące kąpiele są zdrowe, dlatego ro – rozebrałem cię i wsadziłem do wanny… I robiłem ci chłodne okłady na czoło… Przepraaaszaaaaam, Midorimacchi…! 
- Dlaczego… Co… Kise… 
- No i bałem się, że się utopisz w tej wannie więc cały czas przy tobie siedziałem… - ten jego rumieniec to już przesada – Przepraszam, Midorimacchi!
Zamilkłem. W sumie nie chciał źle, ale bez przesady! Jak można zapomnieć, gdzie mieszka kolega z drużyny!? I ta kąpiel… Czy przypadkiem kiedy ktoś zemdleje, nie powinno się robić ZIMNEJ kąpieli? Westchnąłem.
  - Dobra – powiedziałem w końcu – Nie przepraszaj już. W sumie nic się nie stało. – Zacząłem wstawać – Dziękuję, że się tak przejmujesz, ale zaraz się ubieram i idę do do…
                Nie dokończyłem, za to poczułem że rośnie mi pokaźny guz na głowie.
                - Nigdzie cię nie puszczę, Midorimacchi. – stwierdził chłodnym i pustym głosem Kise – Najpierw musisz wyzdrowieć.
                Spojrzałem na niego i otworzyłem usta ze zdziwienia. Czy to na pewno był ten sam pokorny Kise? Wyglądał na zdeterminowanego i chyba nie miał zamiaru szybko się poddać i puścić mnie wolno. 
                - Kise, daj spokój. Nie będę przecież u Ciebie przesiadywał przez kilka dni…
                - A właśnie, że będziesz! – krzyknął.





 - Kise, nie. Przesadzasz…
                W odpowiedzi usłyszałem prychnięcie. Kurde. Głupi Kise. Mogłem sobie sam poradzić. Kiedy wychodziłem z łazienki ten debil uparł się że mi pomoże. No nic. 
               - Dzięki – mruknąłem kiedy pozwolił mi samodzielnie usiąść na łóżku. Rozejrzałem się. Muszę przyznać,  że jego sypialnia była całkiem ładna. Spodziewałem się w cholerę luster czy wielkiej garderoby z ubraniami jak na modela przystało. Jednak zastałem przyjemny pokój o beżowych ścianach z jedną małą narożną szafą obok okna. Panował tu porządek czego nie spodziewałem się po wiecznie roztargnionym Kise. 
              - Kładź się - powiedział. 
              - Co? – spojrzałem na niego ze zdziwieniem.
              - Kładź się. Na łóżku.
              - Ale… po co?
              - Midorimacchi – westchnął – musimy sobie wyjaśnić pewne rzeczy, nie sądzisz?
              - E…?
              -  Od kiedy tu jesteś – spojrzał na mnie twardo – masz mnie słuchać. Nie! – warknął, kiedy otwierałem usta, żeby  mu przerwać wtrącając własne „ale” – Midorimacchi, będę się tobą opiekował, więc bez dyskusji. Kładź się. I nie obchodzi mnie, jak bardzo jesteś seme.
              - Że jak?! – Jaki kurna seme? Dojebał zdrowo. Aż mnie zatkało ze zdziwienia, jednak nie zdążyłem nic poza tym zrobić, bo zostałem przywalony do łóżka siłą. 
              - Ostrzegałem – rzucił Kise.
               Dyszałem, nie wiedząc czy z gniewu czy ze zmęczenia. Przesadza.
               Cisza.
              - Dlaczego ze mnie nie zejdziesz? - zapytałem po dłuższej chwili patrzenia sobie wzajemnie w oczy. 
              - Sam nie wiem. - odpowiedział tylko, nie poruszając się - Muszę?
               Cisza. 
              - Midorimacchi. Ja chyba... - zbliżył swoje usta do moich - Ja chyba...
               Kiedy zorientowałem się, co chce powiedzieć, pośpiesznie zrzuciłem go z siebie. 
              - Jest dobrze, już będę leżał. Nie musisz się tak przejmować - powiedziałem z odwróconą głową.
              - W porządku - usłyszałem - Idę do kuchni, jeśli będziesz mnie potrzebował to zawołaj - w jego głosie wyczułem nutkę wstydu.
              - Jasne.

               Nie wiedziałem, czym się przejmuję. Siedziałem na łóżku, wpatrując się w podłogę i rozmyślając. Sytuacja z Kise męczyła mnie, choć nie za bardzo wiedziałem czemu. Kise to Kise. Jest modelem, ma własny harem dziewczyn, wiec w czym problem? Na pewno nie woli chłopców, odbiło mu po prostu czy coś. Idiota.
               A co, jeśli woli?
               Uderzyłem się otwartą dłonią w czoło. Przestań, głupcze. W ogóle, dlaczego się tym przejmuję? "Nie myśl o tym, po prostu nie myśl..."
               Drzwi otworzyły się i wszedł nimi sprawca nieładu w mojej głowie. Usiadł na łóżku obok mnie i przez chwilę oboje milczeliśmy.
              - Midorimacchi, przepraszam za to... wcześniej... - odezwał się w końcu Kise, patrząc przed siebie.
              - Nie przepraszaj.
               Nie odezwał się, jedynie westchnął i obrócił się twarzą do mnie.
               - Midorimacchi, kocham Cię.
               Zamarłem.
               Spojrzałem na niego z pełnym spokojem. Nie musi wiedzieć, co teraz dzieje się w moim sercu.
              - Słuchaj... Jesteśmy w beznadziejnym fanfiku jakiejś yaoistki która nie umie pisać i wiesz, nie wyznawaj mi jeszcze tej miłości, poczekaj aż ona coś wymyśli, jak zapełnić historię, ok?

3 komentarze:

  1. HAHAHAHAHAHA. GENIALNE ZAKOŃCZENIE ♥
    NO ALE UMIE PISAĆ, SORRY NOT SORRY C;

    OdpowiedzUsuń
  2. So good.
    http://life-moment-love-force.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń