piątek, 21 czerwca 2013

Music Laws ep.5

- Cześć, furiacie!
Odwracam głowę. Siedzę z Johanem przy stole, do pokoju wkracza Peter, nie szczędząc złośliwych uwag koledze.
- Spadaj - sapie w odpowiedzi.
Wstaliśmy dość wcześnie, nie spodziewałem się że będziemy spali mniej niż 8 godzin. Jednak wyszło około... czterech?
- Coś jakiś sflaczały jesteś, Johciu, nawet się nie podroczysz.
Rzeczywiście, 4 godziny snu to ciut mało dla dorosłego faceta po ciężkim dniu pracy. Czuję się winny jego samopoczuciu, jednak on nie przyjmuje moich przeprosin - za każdym razem dzieli mnie lekko po głowie i mówi że za bardzo się przejmuję głupotami.
Resztę śniadania spędzamy w milczeniu, od czasu do czasu witając się z wchodzącymi do kuchni członkami zespołu i Misą. Jest już prawie całkowicie uspokojona, nadal szczęśliwa, ale już nie mdleje i nie piszczy. Chwała Bogu.
- Więc - chrząkam, zbierając naczynia ze stołu i wstawiając je do zlewozmywaka - chyba najwyższy czas wracać do domu.
- To już? - Johan zrywa się  z krzesła, patrząc na zegarek.
- Nie możemy zostać z wami na zawsze, Johan - śmieję się, oparty o blat kuchenny - zresztą już dużo dla nas zrobiliście, a teraz nie wiem, jak wam się odwdzięczyć. Autobus mamy za godzinę, więc spokojnie zdążymy wyjść i tak dalej.
Słyszę prychnięcie.
- Nie gadaj głupot, Nobu - Johan podchodzi do mnie i kładzie mi rękę na ramieniu - Nie masz za co się odwdzięczać, to była dla nas przyjemność poznać was i spać z tobą w jednym wyrku - mówi to z poważną miną, nie wiem, czy żartuje, czy nie, w każdym razie już się zdążyłem zorientować że jest trochę pokręcony - I nie mów mi o komunikacji miejskiej, to zło. Podwieziemy was.

Nie wiem czemu się na to wszystko godzę. Rzeczywiście, podwieźli nas do samego bloku. Odprowadziłem już Misaki, która na pożegnanie przytulała każdego z 10 minut,  a na koniec się rozpłakała, a sam stoję z chłopakami przed wjazdem do bloku.
- Arigatou gozaimasu - mówię po japońsku (przez cały czas komunikowaliśmy się po angielsku), kłaniając się. Takie podziękowania wydawały mi się najlepsze, w pełni wyrażające moją wdzięczność.
- Aleś walnął - zdziwiony Nikki uśmiecha się. Podoba mu się japoński, wcześniej Misaki poduczyła go tego i owego.
Ostatnie pożegnania i powrót do rzeczywistości. Jest mi trochę przykro, nawet się przywiązałem do nich. Macham im ręką na pożegnanie, gdy odjeżdżają autokarem.Stoję jeszcze w miejscu przez jakiś czas, po czym wracam do domu. Czas zacząć nowy dzień.

Wszystko zaczęło się mniej więcej 2 tygodnie po koncercie. Życie powróciło do normalności, żadnych zespołów i nocowań u nieznajomych ludzi czy mdlenia. Szkoła, praca, spotkania z Misaki, chociaż coraz rzadsze, z powodu egzaminów.
Wracam ze szkoły, gdy jestem przy bloku dzwoni mi telefon. Odbieram.
- Joł. Stęskniłem się, wiesz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz