Siedzę na kanapie w hotelu, już może nie tyle zszokowany, co po prostu zmieszany. Co chwilę poprawiam okulary, taki mój tik nerwowy. Chłopaki z zespołu przenieśli Misaki do kuchni i próbują ją ocucić. Nikki szczególnie przy niej lata i szczerze mówiąc zrobiło mi się miło z tą świadomością, poczułem do niego głęboką sympatię, co było do mnie niepodobne. Zwykle nie ufam ludziom.
Otwierają się drzwi. Podnoszę głowę i widzę Johana. Oparł się o ścianę i w głębokiej zadumie patrzy na mnie. Poziom zmieszania wzrasta.
- Często porywacie dopiero co poznanych ludzi do hotelu? - pytam, aby rozluźnić sytuację.
Śmieje się.
- Nie, to dopiero pierwszy raz. Jeszcze nikogo takiego nie spotkaliśmy... - zaczyna i naraz milknie, jakby powiedział parę słów za dużo. Patrzy na mnie przepraszająco.
Uśmiecham się. Johan nie pozostaje mi dłużny. Robi krok w moją stronę.
- JOHCIUUU BO WIESZ... - Jolly wpada do pokoju i natychmiast się zatrzymuje. Za nim kroczy Pete - Ups... - zakrywa usta dłonią - Przepraszam, Johciu...
- Czego chcesz? - patrzy na niego spode łba - Coś ważnego czy jak zwykle?
- Nie nie... Bo wiesz... Może by tak przygotować dla naszych gości jakąś kolacyjkę i łóżka? - szczerzy zęby i patrzy na mnie znacząco. Dlaczego nic z tego nie rozumiem?
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, nagle do rozmowy wyrwał się Peter.
- OKI, TO NOBU MOŻE SPAĆ ZE MNĄ - Johan rzuca mu dziwne spojrzenie - No co... Z miejscem może być problem...
- No no Pete, nie zapominaj się, bo Johcio się zabije - dyszy Joakim, zgięty w pół ze śmiechu.
- Przestańcie odwalać, idioci - warczy Johan podchodząc do kolegów z grupy.
- No Johciuu...Nie wmówisz nam że nie jesteś zazdro...
- Wy jesteście jacyś inni! - wściekły wokalista porządnie uderza Jolly'ego, który dalej dusi się ze śmiechu, i już zabiera się za Petera.
Dość tego.
- Ej no, kurna - wstaję, ochraniając tym samym Pete'a przed Johanem - Nie kłóćcie się... Przecież nikt nie mówił że zostajemy tu na noc... Mamy tylko pół godziny busem do domu... Serio...
- Głupcze, nie będziesz wracał w nocy do domu. Nie wiesz, kto się tu kręci w nocy - odzywa się Johan, nadal trzymając Petera za rękaw.
- Gwałciciele... - mruczy pod nosem Jolly, przy okazji zostając zmiażdżonym morderczym spojrzeniem wokalisty.
- Przecież nie pierwszy raz wracam do domu busem. - zaczynam się denerwować - Nie jestem dzieckiem, mam 17 lat...
- I śliczną buźkę - nagle w drzwiach pojawia się głowa Jonasa.
- Chryste, co za ludzie - załamany Johan puszcza Pete'a i osuwa się na kanapę, ukrywając twarz w dłoniach - wam nic nie da się powiedzieć...
- NOBUUUUŚ NO - podbiega do mnie Peter i chwyta mnie za ramiona. Nie spodziewałem się tego - NOO ZOSTAŃ!!! BĘDZIESZ SOBIE SPAŁ Z KIM CHCESZ, ALE UWAŻAJ NA DŻOHANA, BO WIESZ... JAK COŚ TO BĘDZIESZ MÓGŁ PRZYJŚĆ DO MNIE NOO... ALE ZOSTAŃ...
- I Misaki będzie zadowolona!
- DOBRA. - miałem już serdecznie dość - ZOSTAJEMY. MOGĘ SPAĆ NAWET NA KANAPIE. TYLKO DAJCIE MI SPOKÓJ I SIĘ NIE KŁÓĆCIE.
- Yeeeeey! - krzyczy uszczęśliwiony Pete.
W końcu, kiedy Misa oprzytomniała, uzgodniliśmy że ostatecznie zostajemy. Nie posiadała się z radości i nie powiem, że mnie to uszczęśliwiło. "Niech już ma" - pomyślałem.Wykonała telefon do swoich rodziców, aby się nie martwili, później musiałem to potwierdzić, ponieważ w ich oczach byłem "starszym i mądrzejszym" (Misaki jest o rok ode mnie młodsza). Osobiście nie musiałem do nikogo dzwonić, mieszkam sam.
- To jest naprawdę dziwne - szepczę sam do siebie, siedząc w pokoju Johana.
Wow. <3 FNFJKSNAJKDSNAL
OdpowiedzUsuń